Pierwsze sygnały utraty płynności – i co naprawdę z nich wynika
- Michal Mirecki
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Utrata płynności rzadko zaczyna się od spektakularnego braku pieniędzy na koncie. W praktyce to proces, który przez długi czas pozostaje niewidoczny na poziomie codziennego funkcjonowania firmy. Wyniki „jeszcze się zgadzają”, sprzedaż „jeszcze trwa”, a problemy tłumaczy się sezonowością, opóźnieniami klientów lub „przejściowym napięciem”.
Najbardziej niebezpieczne jest to, że pierwsze sygnały pojawiają się nie w rachunku zysków i strat, lecz w dynamice gotówki.
Typowe symptomy to m.in.:
– coraz częstsze przesuwanie terminów płatności do dostawców,
– narastanie drobnych zaległości „do nadrobienia w przyszłym miesiącu”,
– wykorzystywanie zaliczek klientów na bieżące koszty,
– rosnąca zależność od jednego źródła wpływów,
– sprzedaż aktywów obrotowych, aby „załatać” lukę,
– przesuwanie inwestycji nie dlatego, że są niepotrzebne, ale dlatego, że „nie ma teraz
przestrzeni”.
Na poziomie zarządczym często towarzyszy temu zmiana narracji. Zamiast rozmowy o rozwoju pojawia się rozmowa o przetrwaniu. Zamiast planowania – gaszenie bieżących pożarów. Zamiast decyzji strategicznych – odraczanie problemów.
Kluczowe pytanie nie brzmi: czy mamy dziś pieniądze?
Brzmi: czy obecny model generuje gotówkę w sposób trwały?
W wielu firmach utrata płynności nie jest efektem jednego błędu, lecz strukturalnej nierównowagi pomiędzy:
– tempem wzrostu kosztów,
– cyklem inkasa należności,
– zdolnością generowania marży,
– skalą zobowiązań stałych.
To dlatego „doraźne” rozwiązania często pogarszają sytuację. Każde kolejne przesunięcie, każda prowizoryczna decyzja zmniejsza przestrzeń manewru.
W tym miejscu pojawiają się dwie zasadniczo różne ścieżki działania.
Pierwsza to restrukturyzacja wewnętrzna. Obejmuje ona:
– realną analizę przepływów pieniężnych,
– identyfikację źródeł ujemnego cash flow,
– korektę struktury kosztów,
– zmianę modelu rozliczeń z klientami,
– czasem rezygnację z części działalności.
Jej siłą jest to, że pozwala zachować pełną kontrolę nad firmą. Jej słabością – to, że wymaga szybkiego rozpoznania problemu i dyscypliny decyzyjnej. Każdy miesiąc zwłoki zmniejsza jej skuteczność.
Druga ścieżka to restrukturyzacja formalna – sądowa. Daje ona ochronę przed egzekucją, czas na uporządkowanie zobowiązań i ramy do rozmów z wierzycielami. Jej zaletą jest zatrzymanie chaosu. Jej kosztem – utrata części autonomii oraz konieczność ujawnienia rzeczywistego stanu firmy.
Najgorszym scenariuszem jest brak decyzji. Trwanie w przekonaniu, że „jeszcze się uda”, aż problem przestaje być zarządczy, a staje się prawny.
Właściciel lub zarząd nie przegrywa wtedy dlatego, że firma była słaba. Przegrywa dlatego, że zbyt długo wierzył narracji, a zbyt późno spojrzał na przepływy.
Utrata płynności to nie moment. To proces. I dokładnie dlatego może być odwracalna – o ile zostanie zauważona, zanim zabraknie już tylko czasu.


Komentarze