Czego nie widać w wycenie – ukryte ryzyka, które potrafią zniszczyć wartość
- Michal Mirecki
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Większość wycen wygląda poprawnie. Tabele się zgadzają, wskaźniki mieszczą się w normie, projekcje są „rozsądne”. Problem polega na tym, że wiele czynników, które w praktyce decydują o realnej wartości firmy, w ogóle nie pojawia się w modelu – albo pojawia się w formie, która maskuje ich znaczenie.
Wycena nie kłamie wprost. Ona raczej milczy w miejscach, w których powinno paść pytanie.
Jednym z najczęstszych obszarów ryzyka są należności. W sprawozdaniu finansowym wyglądają jak aktywo. W rzeczywistości bywają:
– przeterminowane,
– sporne,
– zależne od jednego kontrahenta,
– nieściągalne z przyczyn faktycznych lub prawnych.
W modelu DCF należności są „częścią kapitału obrotowego”. W realnym świecie potrafią być zamrożonym problemem, który nigdy nie zamieni się w gotówkę. Wycena, która nie analizuje ich jakości, zakłada coś, co może się nigdy nie wydarzyć.
Drugim obszarem są obciążenia majątku. Zastawy, hipoteki, poręczenia, cesje, umowy factoringowe, cross-defaulty w umowach kredytowych – to wszystko rzadko wpływa na samą wartość przedsiębiorstwa w modelu, ale dramatycznie wpływa na jego dostępność dla właściciela lub inwestora.
Firma może mieć:
– wartościowe aktywa,
– atrakcyjny biznes,
– dodatnie przepływy,
a jednocześnie być praktycznie „zablokowana” przez strukturę zabezpieczeń. Wycena, która tego nie uwzględnia, opisuje byt teoretyczny – nie realny.
Trzecim obszarem są zobowiązania warunkowe i „ciche ryzyka”:
– trwające spory,
– potencjalne roszczenia,
– zależność od jednej decyzji administracyjnej,
– umowy z klauzulami, które aktywują się dopiero w kryzysie.
One nie są widoczne w bilansie. Pojawiają się dopiero w momencie, gdy materializują się w koszt. Model finansowy ich nie „widzi”, jeśli ktoś ich wcześniej nie zidentyfikuje.
Czwarty obszar to jakość modelu biznesowego. Wycena często zakłada ciągłość:
– kluczowych ludzi,
– relacji z klientami,
– dostępu do rynku,
– reputacji.
Tymczasem wiele firm funkcjonuje na granicy osobistego know-how właściciela, jednego kontraktu albo jednego kanału sprzedaży. Wartość istnieje tak długo, jak długo istnieje ten element. W modelu wygląda to jak stabilny strumień przychodów. W rzeczywistości jest to punkt krytyczny.
Dlatego profesjonalna wycena nie polega na „policzeniu firmy”.
Polega na zidentyfikowaniu tego, co może sprawić, że liczby okażą się iluzją.
Różnica między wyceną akademicką a wyceną użyteczną polega na tym, że ta druga:
– zadaje niewygodne pytania,
– wchodzi w dokumenty,
– analizuje jakość danych,
– nie boi się stwierdzić, że czegoś nie da się założyć.
W praktyce wiele sporów, rozczarowań inwestorów i błędnych decyzji właścicielskich bierze się nie z tego, że wycena była „źle policzona”, lecz z tego, że była zbyt grzeczna wobec rzeczywistości.
Wartość nie znika dlatego, że model się myli.
Znika dlatego, że ktoś uwierzył w liczby, które nie miały pokrycia w faktach.
Rolą dobrej wyceny nie jest podanie liczby.
Rolą dobrej wyceny jest ujawnienie tego, co tę liczbę może w każdej chwili unieważnić.


Komentarze